środa, 5 grudnia 2012

Wielki powrót!

Brak czasu, nauka i sto innych spraw powoduje, że zaglądamy tu coraz rzadziej. A szkoda! Miejmy nadzieję, że nadrobimy spore zaległości w najbliższym czasie. Osobiście nie potwierdzam reguły, że w liceum nie trzeba się uczyć. O czasie wolnym wolę nie wspominać, bo z każdym kolejnym tygodniem jest go coraz mniej.
A teraz przejdźmy do konkretów. Zestaw z ciepłego jesiennego dnia, lubię ten styl. A creepersy? Jestem zakochana. Czekam z niecierpliwością aż zamówię następną parę. O taak ;D












 bluzka - sh
 creepersy - deezee
spodnie - h&m
kamizelka - diy

~Pozdrawiam. D.

wtorek, 11 września 2012

Projekt DENKO


A z czym tym razem do ludzi? Otóż projekt denko ostatnich miesięcy. Przyznam szczerze, że nazbierało się tego trochę, ale czasu też było sporo. Mianowicie sięgając pamięcią wstecz myślę, że to jakieś 6 miesięcy. Niektóre produkty kupiłam jeszcze wcześniej, ale jakoś odkładałam je na bok potem wracałam, znowu leżały. Na szczęście niektóre w końcu dotknęły dna!  Do dzieła.

Ziaja, bursztynowe masło do ciała
Producent zapewnia o uzupełnieniu niedoborów lipidów, regeneracji bariery ochronnej, poprawie elastyczności, miękkości naskórka, ujednoliceniu, rozświetleniu.
Według mnie owszem nawilża i to bardzo. Te masło jako jedyne przyniosło ukojenie mojej wręcz spalonej skórze, jednak nie przemawia do mnie ten rodzaj rozświetlenia. Krem napakowany jest milionem sporych drobinek, przez co mam wrażenie jakbym obsypała się brokatem. I do tego przeraźliwy zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze. Raczej nie kupię ponownie.


Ziaja, krem odżywczo kojący
Łagodzi podrażnienia, intensywnie nawilża, odżywia i wygładza.
Zgadzam się w 100%. Moja twarz w zimę należy do tych najbardziej przesuszonych, ten krem jednak uratował mój nos i spierzchnięte usta. Wrócę w tą zimę na pewno.

  
Nivea Soft, krem intensywnie nawilżający
Lekka formuła i intensywne nawilżenie.
Zgadzam się, nawilża i to całkiem ładnie. Niestety nie pobije Ziaji odżywczo-kojącej. Wolę tą tłustą formułę. Wydaje mi się być bardziej bogatsza. Ale Nivea na dzień pod krem tonujący nadaję się bardzo dobrze. Używałam ją w ten sposób, gdy nie byłam skazana na maści i kremy apteczne.

Ziaja, krem rumiankowy nieperfumowany
Wygładza, odżywia, łagodzi podrażnienia.
Jak dla mnie 3 x NIE. Wręcz przeciwnie uczulił mnie, wysuszył moją suchą skórę, nie zrobił nic dobrego. Starą metodą resztki kremu wsmarowałam w stopy. Nie kupię NIGDY.




















Garnier, żel-krem oczyszczający
Oczyszcza i chroni przed wysuszeniem.
Delikatnie oczyszcza, dzięki czemu nie mam wrażenia napiętej skóry.  Czy chroni przed wysuszeniem? Chyba tak, jeśli mnie nie wysuszył, a skóra nie stała się podrażniona. Jeden z lepszych dla mnie produktów do oczyszczania.

Alterra, krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży
Oczyszcza skórę dokładnie, nie uszkadzając jej bariery ochronnej. Pielęgnuje, chroni.
Dzisiaj zaczęłam 3 opakowanie. Uwielbiam ten krem. Stosuję go również do demakijażu. Radzi sobie wyśmienicie, przy czym nie podrażnia okolic oczu ani twarzy. Czuję jak dokładnie oczyszcza skórę. Niska cena i częste promocje pozwalają nabyć go za cenę w granicach +/- 7zł. Tanie nie znaczy złe!


Avon care, żel 3 w 1 oczyszczanie, tonizowanie, nawilżanie
Producent mówi: skóra staje się oczyszczona, stonizowana i nawilżona
Oczyszcza dobrze. I na tym plusy się kończą. Moja skóra stała się ściągnięta, przesuszona, podrażniona. NIE




















Bioderma, Sebium H2O płyn micelarny do oczyszczania twarzy
Producent mówi: reguluje pracę gruczołów łojowych, koi, łagodzi, nie narusza warstwy ochronnej skóry, nie wysusza.
Jak dla mnie najlepszy płyn micelarny. Naprawdę załagodził moją podrażnioną skórę. Doskonale radzi też sobie z demakijażem twarzy. Gdyby nie tak wysoka cena zagościłby w mojej łazience na zawsze, a nie tylko do święta. Polecam.

 
Avon naturals, balsam do ciała
Nie preferuję balsamów, bo nie lubię tej lejącej się konsystencji. Pachnie troszkę sztucznie, ale truskawka jest wyczuwalna. Zapach zostaje na skórze przez kilka następnych godzin. Nawilża.


                            Avon, serum na suche i zniszczone końcówki do każdego rodzaju włosów
Zapewnienia: błyskawicznie odżywia i regeneruje przesuszone i zniszczone końcówki. Sprawia, że włosy się nie plączą i są niezwykle błyszczące.

Produkt na bazie silikonów, nie oszukujmy się. Ma za zadanie skleić nasze końcówki przez co do następnego mycia wydają się być zdrowe. Ma w składzie alkohol, więc przy dłuższym stosowaniu wysuszy nasze końcówki jeszcze bardziej i bez wizyty u fryzjera się nie obędzie.


Avon, płyn do kąpieli
Płyn jak płyn. Miałam już dużo kolorów. Bardzo przyjemnie pachną, pienią się też dobrze. Fajny gadżet do kąpieli. Pewnie w promocyjnej cenie znowu się skuszę.

Wystarczy. Teraz przydałyby się porządne zakupy. O tak. Ale teraz wracam do szkolnej rzeczywistości. 
Cześć. D.


czwartek, 30 sierpnia 2012

Slot Art Festival


Ponad miesiąc temu wróciłam zmęczona, niewyspana, zmordowana, a zarazem szczęśliwa i zadowolona.  Zacznę może lepiej od początku.
Czym tak naprawdę jest SLOT i skąd się o nim dowiedziałam?
Slot Art Festival jest jednym z największych festiwali w Polsce. Przepełniony koncertami, warsztatami, wykładami, projekcjami filmowymi, wspaniałymi i kolorowymi ludźmi. 5 dni bez chemii i przemocy. O Slocie dowiedziałam się całkiem przypadkowo, mianowicie z wydarzeń na facebook’u, natychmiast z ciekawości wygooglowała cóż to takiego (KLIK). Byłam zaskoczona ilością koncertów, wykładów, warsztatów, a co najważniejsze dla mnie, istniała możliwość pracy w charakterze wolontariusza.
Zaczęło się: Mamo, bo wiesz jest festiwal, można złożyć kandydaturę jako wolontariusz! No proszę Cię, będzie Luxtorpeda! Zgódź się, to tylko tydzień.  Wrodzona moc przekonywania przydała się, a co ; ) Wysłałam swoją kandydaturę i dostałam się do ekipy BUŁA. Śmieszne, prawda? Pojechałam bez namiotu, pewnego noclegu, karimaty. Jak to ja. Wszystko wariacko. Szczerze mówiąc nie wiedziałam, że podróż Katowice-Wrocław-Wołów-Lubiąż może trwać aż tak długo. 9h w pociągach, busach, autokarach to zupełnie nie dla mnie. Dojechałam! Załamana, bez noclegu udałam się poznać moją ekipę, najwspanialszą tak sądzę. Pierwszą noc przekimałam w szkole. A następne w namiocie u dziewczyny, która zaoferowała mi pomoc. How sweet. Moja praca polegała na przygotowywaniu bułek dla całego festiwalu. Jeszcze nigdy nie przeszło przez moje łapki tyle pieczywa. Wczesne godziny pracy pozwalały na uczestnictwo w każdej turze warsztatów i koncertach. Zdałam sobie sprawę, że Buła jako jedyna z ekip pozwala na czerpanie całej przyjemności z dnia. Praca to zaledwie 4-5 godzin dziennie. Jedynym minusem było wczesne wstawanie, bo o 6 przy chodzeniu spać ok. 2-3, bywało ciężko.
                                                                    
   Miejsce wspaniałe. Pełen uroku klasztor, położony w maleńkiej wsi, która na co dzień nie tętniła życiem. Malownicza kraina, można by rzec. Ludzie wspaniali z różnych stron.




Przy rejestracji każdy otrzymał informator bez, którego trudno byłoby ogarnąć cały dzień. Mój jest w fatalnym stanie, ale to oznacza, że przydał się bardzo. Przyglądając go teraz dziwię się jakim cudem byłam na tylu koncertach, warsztatach i wykładach. Cudownie!




Każdy uczestnik, wolontariusz, wykonawca, wykładowca miał w obowiązku nosić identyfikator ze swoim imieniem. Jak dla mnie świetny pomysł. Przynajmniej zawsze można zagadać ;)
Reasumując: polecam każdemu odwiedzić ten festival przynajmniej raz w życiu. Warto. Za rok powracam tam znowu. /D.

Shirt braiding

Pora na odnowienie starej, bądź zniszczonej tak jak w moim przypadku koszulki. Moja zafarbowała się w praniu. Plamy na plecach zmusiły mnie do pracy. Mam nadzieję, że wkrótce zamówię sobie jeszcze jedną taką samą, bo ją uwielbiam.
Czego potrzebujemy?
       - bluzkę
       - nożyczki
       - igłę
       - nić w kolorze t-shirtu
Zaczynamy!
       Tutaj zamieszczam link do filmiku, w którym wszystko jest dokładnie pokazane. W inny sposób nie dam rady tego wytłumaczyć. Jedyne co zrobiłam inaczej to zakończenie warkocza. Moje końcówki przyszyłam, po prostu lepiej podoba mi się ten sposób. A także obcięłam rękawy i szwy przy szyi.






No to do dzieła! ~D.

piątek, 3 sierpnia 2012

Fringe top

Długo zwlekałam z dodaniem wpisu, który zapoczątkuje serię 'Do it yourself', lecz nareszcie nadeszła ta wiekopomna chwila.
Często coś tam przytnę, utnę, przyszyję, dokleję, odkleję, wybielę, lub popsuję. Człowiek uczy się na błędach. Nie warto więc poddawać się po jednej nieudanej próbie.
Przejdźmy jednak do sedna. Dziś nadchodzę z fringe crop top. Długo poszukiwałam tej idealnej bluzki. (Szukajcie, a znajdziecie.) I znalazłam. Frędzle tu, frędzle tam. Można powiedzieć, że nie jedna dziewczyna zwariowała na ich punkcie. Bluzki, skóry, szorty, topy. Kto by nie chciał mieć tego wszystkiego? Zamiast jednak wydawać fortunę, proponuję spróbować zrobić samodzielnie. Więc do roboty.

Czego potrzebujemy?
       - bluzkę (może być oversize)
       - nożyczki
       - linijkę
       - ołówek
Zaczynamy!
       Ja zaczynam od wyprasowania bluzki, żeby wszystko szło bardziej 'gładko'. Następnie wyznaczam granicę, gdzie będą się kończyły moje frędzle. A także zaznaczam szerokość jednego frędzla (u mnie 1,5 cm). Zabieramy się do cięcia. A właśnie, ważne jest, aby nasza bluzka była z bawełny! Następnym krokiem będzie pozbycie się rękawków i kołnierzyka. Ucinamy wzdłuż szwów biegnących dookoła. Dodatkowo ucięłam szew na samym dole bluzki. Dzięki czemu frędzle po wypraniu zwinęły się w małe ruloniki. Zdjęcie dodam w przeciągu najbliższych tygoniu w ootd ; )









      
Mam nadzieję, że wyjaśniłam wszystko w prosty sposób. Choć całość jest dziecinnie prosta.
Dzięki. ~D.

środa, 1 sierpnia 2012

OOTD

Cześć.
A dzisiaj czas na kolejny ootd. Tym razem coś bardziej na co dzień. Pastelowa marynarka wpisuje się idealnie w tegoroczne must have.
Korzystając z okazji wspomnę, że szykują się wpisy z diy, a może nawet opiszę jeden z lepszych wakacyjnych tygodni.






 



bluzka - new look (sh)
 buty - ccc
trampki - no name
spodnie - zara
marynarka - sh

Lecę na rower. Korzystajcie z ostatniego miesiąca! D.

czwartek, 26 lipca 2012

Prosty look, czyli ootd Natalii w kilku wersjach.

Cześć. Dzisiaj z tej strony Nat. Jak mijają wam wakacje, urlopy... miesiące letnie? My narzekamy na pogodę bardzo...

Poniżej 4 proste stylizacje z wykorzystaniem tych samych spodni, a w jednym przypadku nawet tej samej koszuli :).



















  











Spodnie - C&A
Koszula nr 1 - z odzysku od koleżanki
Koszula nr 2 - sh
Bluzka - szafa Dagi
Buty - boti (do wglądu poniżej)
Torba - cropp
Kolczyki - również zasoby Dagi





Trzymajcie się ciepło w te nie-ciepłe dni. See ya! :)

poniedziałek, 2 lipca 2012

How to make fresh lemonade




Upał, upał i jeszcze raz upał. A gdzie szukać orzeźwienia w dni, gdy temperatura przekracza 35°C? Odpowiedź jest prosta: na cudoownej działce Nat, nad jeziorem, w centrum handlowym (nawiasem mówiąc to chyba najgorsze z możliwych -D.), a jeśli chodzi o gorące poranki to jesteśmy zdania, że najlepsza jest lemoniada. Przejdźmy do banalnie prostego przepisu.



 
 Składniki:
1,5 l wody
3 duże cytryny (+1 pokrojona w plasterki)
3 łyżki cukru

Przygotowanie:
3 cytryny obrać ze skórki i zblendować. Wodę zagotować, dodać cukier i zblendowane cytryny. Całość przykryć pokrywką i zostawić na około 20 minut. Następnie przecedzić, przelać do dzbanka   i dodać pokrojoną w plasterki cytrynę. Podawać z lodem.







~Daga&Nat.