Ponad miesiąc temu wróciłam zmęczona, niewyspana, zmordowana, a zarazem szczęśliwa i zadowolona. Zacznę może lepiej od początku.
Czym tak naprawdę jest SLOT i skąd się o nim dowiedziałam?
Slot Art Festival jest jednym z największych festiwali w Polsce. Przepełniony koncertami, warsztatami, wykładami, projekcjami filmowymi, wspaniałymi i kolorowymi ludźmi. 5 dni bez chemii i przemocy. O Slocie dowiedziałam się całkiem przypadkowo, mianowicie z wydarzeń na facebook’u, natychmiast z ciekawości wygooglowała cóż to takiego (KLIK). Byłam zaskoczona ilością koncertów, wykładów, warsztatów, a co najważniejsze dla mnie, istniała możliwość pracy w charakterze wolontariusza.
Zaczęło się: Mamo, bo wiesz jest festiwal, można złożyć kandydaturę jako wolontariusz! No proszę Cię, będzie Luxtorpeda! Zgódź się, to tylko tydzień. Wrodzona moc przekonywania przydała się, a co ; ) Wysłałam swoją kandydaturę i dostałam się do ekipy BUŁA. Śmieszne, prawda? Pojechałam bez namiotu, pewnego noclegu, karimaty. Jak to ja. Wszystko wariacko. Szczerze mówiąc nie wiedziałam, że podróż Katowice-Wrocław-Wołów-Lubiąż może trwać aż tak długo. 9h w pociągach, busach, autokarach to zupełnie nie dla mnie. Dojechałam! Załamana, bez noclegu udałam się poznać moją ekipę, najwspanialszą tak sądzę. Pierwszą noc przekimałam w szkole. A następne w namiocie u dziewczyny, która zaoferowała mi pomoc. How sweet. Moja praca polegała na przygotowywaniu bułek dla całego festiwalu. Jeszcze nigdy nie przeszło przez moje łapki tyle pieczywa. Wczesne godziny pracy pozwalały na uczestnictwo w każdej turze warsztatów i koncertach. Zdałam sobie sprawę, że Buła jako jedyna z ekip pozwala na czerpanie całej przyjemności z dnia. Praca to zaledwie 4-5 godzin dziennie. Jedynym minusem było wczesne wstawanie, bo o 6 przy chodzeniu spać ok. 2-3, bywało ciężko.
Miejsce wspaniałe. Pełen uroku klasztor, położony w maleńkiej wsi, która na co dzień nie tętniła życiem. Malownicza kraina, można by rzec. Ludzie wspaniali z różnych stron.
Przy rejestracji każdy otrzymał informator bez, którego trudno byłoby ogarnąć cały dzień. Mój jest w fatalnym stanie, ale to oznacza, że przydał się bardzo. Przyglądając go teraz dziwię się jakim cudem byłam na tylu koncertach, warsztatach i wykładach. Cudownie!
Każdy uczestnik, wolontariusz, wykonawca, wykładowca miał w obowiązku nosić identyfikator ze swoim imieniem. Jak dla mnie świetny pomysł. Przynajmniej zawsze można zagadać ;)
Reasumując: polecam każdemu odwiedzić ten festival przynajmniej raz w życiu. Warto. Za rok powracam tam znowu. /D.
photo: http://slot.art.pl/pl/


