czwartek, 30 sierpnia 2012

Slot Art Festival


Ponad miesiąc temu wróciłam zmęczona, niewyspana, zmordowana, a zarazem szczęśliwa i zadowolona.  Zacznę może lepiej od początku.
Czym tak naprawdę jest SLOT i skąd się o nim dowiedziałam?
Slot Art Festival jest jednym z największych festiwali w Polsce. Przepełniony koncertami, warsztatami, wykładami, projekcjami filmowymi, wspaniałymi i kolorowymi ludźmi. 5 dni bez chemii i przemocy. O Slocie dowiedziałam się całkiem przypadkowo, mianowicie z wydarzeń na facebook’u, natychmiast z ciekawości wygooglowała cóż to takiego (KLIK). Byłam zaskoczona ilością koncertów, wykładów, warsztatów, a co najważniejsze dla mnie, istniała możliwość pracy w charakterze wolontariusza.
Zaczęło się: Mamo, bo wiesz jest festiwal, można złożyć kandydaturę jako wolontariusz! No proszę Cię, będzie Luxtorpeda! Zgódź się, to tylko tydzień.  Wrodzona moc przekonywania przydała się, a co ; ) Wysłałam swoją kandydaturę i dostałam się do ekipy BUŁA. Śmieszne, prawda? Pojechałam bez namiotu, pewnego noclegu, karimaty. Jak to ja. Wszystko wariacko. Szczerze mówiąc nie wiedziałam, że podróż Katowice-Wrocław-Wołów-Lubiąż może trwać aż tak długo. 9h w pociągach, busach, autokarach to zupełnie nie dla mnie. Dojechałam! Załamana, bez noclegu udałam się poznać moją ekipę, najwspanialszą tak sądzę. Pierwszą noc przekimałam w szkole. A następne w namiocie u dziewczyny, która zaoferowała mi pomoc. How sweet. Moja praca polegała na przygotowywaniu bułek dla całego festiwalu. Jeszcze nigdy nie przeszło przez moje łapki tyle pieczywa. Wczesne godziny pracy pozwalały na uczestnictwo w każdej turze warsztatów i koncertach. Zdałam sobie sprawę, że Buła jako jedyna z ekip pozwala na czerpanie całej przyjemności z dnia. Praca to zaledwie 4-5 godzin dziennie. Jedynym minusem było wczesne wstawanie, bo o 6 przy chodzeniu spać ok. 2-3, bywało ciężko.
                                                                    
   Miejsce wspaniałe. Pełen uroku klasztor, położony w maleńkiej wsi, która na co dzień nie tętniła życiem. Malownicza kraina, można by rzec. Ludzie wspaniali z różnych stron.




Przy rejestracji każdy otrzymał informator bez, którego trudno byłoby ogarnąć cały dzień. Mój jest w fatalnym stanie, ale to oznacza, że przydał się bardzo. Przyglądając go teraz dziwię się jakim cudem byłam na tylu koncertach, warsztatach i wykładach. Cudownie!




Każdy uczestnik, wolontariusz, wykonawca, wykładowca miał w obowiązku nosić identyfikator ze swoim imieniem. Jak dla mnie świetny pomysł. Przynajmniej zawsze można zagadać ;)
Reasumując: polecam każdemu odwiedzić ten festival przynajmniej raz w życiu. Warto. Za rok powracam tam znowu. /D.

Shirt braiding

Pora na odnowienie starej, bądź zniszczonej tak jak w moim przypadku koszulki. Moja zafarbowała się w praniu. Plamy na plecach zmusiły mnie do pracy. Mam nadzieję, że wkrótce zamówię sobie jeszcze jedną taką samą, bo ją uwielbiam.
Czego potrzebujemy?
       - bluzkę
       - nożyczki
       - igłę
       - nić w kolorze t-shirtu
Zaczynamy!
       Tutaj zamieszczam link do filmiku, w którym wszystko jest dokładnie pokazane. W inny sposób nie dam rady tego wytłumaczyć. Jedyne co zrobiłam inaczej to zakończenie warkocza. Moje końcówki przyszyłam, po prostu lepiej podoba mi się ten sposób. A także obcięłam rękawy i szwy przy szyi.






No to do dzieła! ~D.

piątek, 3 sierpnia 2012

Fringe top

Długo zwlekałam z dodaniem wpisu, który zapoczątkuje serię 'Do it yourself', lecz nareszcie nadeszła ta wiekopomna chwila.
Często coś tam przytnę, utnę, przyszyję, dokleję, odkleję, wybielę, lub popsuję. Człowiek uczy się na błędach. Nie warto więc poddawać się po jednej nieudanej próbie.
Przejdźmy jednak do sedna. Dziś nadchodzę z fringe crop top. Długo poszukiwałam tej idealnej bluzki. (Szukajcie, a znajdziecie.) I znalazłam. Frędzle tu, frędzle tam. Można powiedzieć, że nie jedna dziewczyna zwariowała na ich punkcie. Bluzki, skóry, szorty, topy. Kto by nie chciał mieć tego wszystkiego? Zamiast jednak wydawać fortunę, proponuję spróbować zrobić samodzielnie. Więc do roboty.

Czego potrzebujemy?
       - bluzkę (może być oversize)
       - nożyczki
       - linijkę
       - ołówek
Zaczynamy!
       Ja zaczynam od wyprasowania bluzki, żeby wszystko szło bardziej 'gładko'. Następnie wyznaczam granicę, gdzie będą się kończyły moje frędzle. A także zaznaczam szerokość jednego frędzla (u mnie 1,5 cm). Zabieramy się do cięcia. A właśnie, ważne jest, aby nasza bluzka była z bawełny! Następnym krokiem będzie pozbycie się rękawków i kołnierzyka. Ucinamy wzdłuż szwów biegnących dookoła. Dodatkowo ucięłam szew na samym dole bluzki. Dzięki czemu frędzle po wypraniu zwinęły się w małe ruloniki. Zdjęcie dodam w przeciągu najbliższych tygoniu w ootd ; )









      
Mam nadzieję, że wyjaśniłam wszystko w prosty sposób. Choć całość jest dziecinnie prosta.
Dzięki. ~D.

środa, 1 sierpnia 2012

OOTD

Cześć.
A dzisiaj czas na kolejny ootd. Tym razem coś bardziej na co dzień. Pastelowa marynarka wpisuje się idealnie w tegoroczne must have.
Korzystając z okazji wspomnę, że szykują się wpisy z diy, a może nawet opiszę jeden z lepszych wakacyjnych tygodni.






 



bluzka - new look (sh)
 buty - ccc
trampki - no name
spodnie - zara
marynarka - sh

Lecę na rower. Korzystajcie z ostatniego miesiąca! D.